K. w kwadracie

Na początku chciałem wszystkich Was przeprosić za tak długą przerwę w publikacji. Niestety, obowiązki na uczelni ograniczyły mnie w zakresie twórczości. Jednak kiedy tylko sesja się skończy, przystępuję do walki na całej cyfrowo-analogowej linii, więc już wkrótce możecie się spodziewać więcej materiałów na blogu.

Dzisiaj prezentuję efekty bardzo spontanicznej sesji, wykonanej w ramach testowania nowego nabytku – Lubitela 166B. Nie opowiem żadnej historii tych zdjęć, nie przywołam żadnych barwnych wspomnień z podróży, nie będzie nawet filozoficznych rozważań. Mogę jedynie opowiedzieć, że kiedy fotografie te powstawały było jeszcze zimno, był to okres bardzo wczesnej wiosny, wszyscy siedzieli pochowani w ciepłych, ogrzewanych budynkach i jedynymi osobami na pustym o tej porze dnia parkingu politechniki zostało jedynie dwoje studentów: zmarznięta modelka, zastanawiająca się, czemu właściwie zgodziła się na tak idiotyczny pomysł jak modelowanie na zimnie przed aparatem, o którym nawet nie wiadomo, czy działa, oraz fotograf modlący się w duchu, żeby aparat był sprawny, a klisza wywołała się prawidłowo, żeby nie musiał tłumaczyć modelce, że jednak zmarzła na próżno…

Aparat okazał się bardzo wdzięczną maszyną, dodatkowo trafiłem na egzemplarz w naprawdę wspaniałym stanie. Okazuje się, że radziecka myśl techniczna kierowana do “miłośników” była wyjątkowo udana. Zwarta, nieduża konstrukcja, wszystkie niezbędne pokrętła i dźwignie w zasięgu jednej dłoni bez odrywania oka od kominka. Jedyny mój zarzut to matówka, która nijak ma się do droższych konstrukcji, ale z drugiej strony: dwuobiektywowe lustrzanki Yashici są rząd wielkości droższe od Lubitela.
Niestety, urok zepsuła mi odrobinę klisza, Rollei Retro 400, który po raz kolejny nie wywołał się tak, jak bym sobie tego życzył. Współpraca z tym materiałem zdecydowanie mi nie idzie, za każdym razem coś jest nie tak: a to niedowołane, a to zadymione – widocznie nie jest mi pisane robienie na nim zdjęć. Niemniej spośród 12 testowych klatek bez trudu i nadmiernej niekoszernej (cyfrowej) edycji wybrałem poniższe kadry.

Pozdrowienia dla Kaśki, cierpliwie modelującej w tamto chłodne popołudnie. Zajrzyjcie także do niej. 🙂

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *